Warning: mysql_real_escape_string(): Access denied for user 'root'@'localhost' (using password: NO) in /home/mrowkowe/public_html/wp-content/plugins/statpress/statpress.php on line 1191 Warning: mysql_real_escape_string(): A link to the server could not be established in /home/mrowkowe/public_html/wp-content/plugins/statpress/statpress.php on line 1191 Warning: mysql_real_escape_string(): Access denied for user 'root'@'localhost' (using password: NO) in /home/mrowkowe/public_html/wp-content/plugins/statpress/statpress.php on line 1194 Warning: mysql_real_escape_string(): A link to the server could not be established in /home/mrowkowe/public_html/wp-content/plugins/statpress/statpress.php on line 1194 Warning: mysql_real_escape_string(): Access denied for user 'root'@'localhost' (using password: NO) in /home/mrowkowe/public_html/wp-content/plugins/statpress/statpress.php on line 1197 Warning: mysql_real_escape_string(): A link to the server could not be established in /home/mrowkowe/public_html/wp-content/plugins/statpress/statpress.php on line 1197 Ten w którym wspominam o ślubie, narzeka na mnie szef wszystkich szefów a stary szef, żydzi mi landrynka

Ten w którym wspominam o ślubie, narzeka na mnie szef wszystkich szefów a stary szef, żydzi mi landrynka

przez 0 No tags Permalink 0

Dwa tygodnie przerwy. Wiem, ale akurat troszkę zajęć było i ciężko było wszystko zgrać do kupy. Tak czy owak dziś już kolejna porcja wieści z basenu. Krótko o emocjach przed ślubem i do tego czy tym razem ktoś mnie skroi w Polandii.
Przed tym jednak troszkę się pożalę. Jak wiecie, lub nie, wytoczyłem walkę memu tłustemu brzuchowi. Walkę nierówną. Walkę w której co rusz przegrywam pomniejsze bitwy, ale wciąż trwam w swym postanowieniu. Wczoraj właśnie małą batelkę przegrałem z frankfuterkiem rodem z Tesco. Serio, mają tam najlepsze w świecie kiełbaski. Są obrzydliwie dobre, ale nie dość zdrowe by znaleźć miejsce w moim jadłospisie. Niestety 🙁 W ogóle czasem żałuję, ze zachciało mi się ćwiczyć. Trzymać jakąś dietę i w ogóle być tak zdyscyplinowany żywieniowo. Bo chciałbym czasem, jak co niektórzy, przyjść do pracy bez jedzenia. Skorzystać z maszyny i wyciągnąć paczkę chipsów, może jakąś Colę i batonik. Ale kurwa nie. Ślęczę w kuchni, po godzinie, czasem dłużej, by tylko mieć uczciwe jedzenie, a nie jakieś gówno. Gówno, które jednak smakuję wyśmienicie. Bezsens. Później jeszcze czytam, w jakiejś prasie, że nikt normalny nie gotuję sobie 7 dni w tygodniu bo to niemożliwe. Hmm, no chyba jednak nie, bo ja jakoś umiem. No ale ja mam spokojną pracę. No może nie spokojną, ale w miarę łatwą i niewymagającą. Tak przynajmniej myślę jak porównam miejsca w których już kiedyś pracowałem. Taka hurtownia MHC powiedzmy z Wodzisławia. Gdzie twoimi kierowniczkami, były tępe kasjerki, które musiały zająć miejsce zatrudnionych wcześniej tam bab. Owe baby, jak głosiła plotka, zostały zwolnione za jednym razem z jakiś tam złodziejskich powodów i ówczesne kasjerki (nie najbystrzejsze) „awansowały” na kierowniczki. Mega tępe cipy wam powiem z nich były. Oprócz siedzenia w biurze, zagarniania wszelkich gratisów i wypadkowych kontroli pracowników, nie miały nic do roboty. Więc łaziły te lafiryndy, jedna z drugą i zastraszały kogo się tylko dało. A jako że 70% stafu to byli starsi ludzie, to szło im to łatwo. No ale wiadomka, trafi kosa na kamień co nie ;> Nie żebym ja był jakimś sporym kamieniem, ale miałem tzw. plecy. Zatrudnienie znalazłem tam przez jednego z szefów hurtowni, który mieszkał drzwi obok mnie. No i baby o tym wiedziały. Więc mnie tam próbowały dojeżdżać. No a ja nie pozostawałem dłużny. Nim napiszę cokolwiek dalej, muszę zaznaczyć że kradli tam prawie wszyscy. No a na pewno wszyscy, których znałem. I ja nie raz i nie dwa, jakiegoś Red Bulla zwędziłem, ale to chuj. Wały jakie tam odchodziły, to tylko w Polsce. Największa banią tam był cukier. pakowany po 2500kg na palecie. Takie coś ciężko zajebać co nie? Hehe, nie tam. Nie wiem jak, ale cukier wyparowywał w jakiś sposób. Żeby temu zapobiec (?) kazano mi raz na 30 minut liczyć wszystkie palety. Jak by to miało pomóc. No ale okej. Raz miałem ręce pełne pracy, więc policzyłem cukier jakąś godzinkę później niż miałem. No i bum. Zniknęły 3 palety. Ofcoz, te tępe dzidy z biura do mnie przyleciały że złodziejstwo, że bandyta i w ogóle. Mówię że co do piczy. Nie moja wina że ktoś wywiózł 7500kg cukru. Zresztą, jak niby miałem to zrobić? I tam po mnie jadą. Ja im nie byłem dłużny i mówię żeby się grzecznie odjebały, bo ja wiem że rączka, rączkę myje ale niech sprawdzą papiery pierw. No i cukier się znalazł, na samochodzie, do którego same one faktury wypisały. No ale okej. Baby, co chcesz.

Raz czekaliśmy na jedną z tych gwiazd rano by otworzyła ten pierdolnik, no ale coś się spóźniała. Komórek wtedy jeszcze tak nie było (Nokia 3310 miała co się dopiero pojawić za złotówę w Plusie, ot ciekawostka Dropsa, jeśli wiecie co to Drops, nie, nie chodzi o cukierek) więc nie było opcji by się z nią skontaktować. No ale minęła godzina i patrzymy jedzie. Tym swoim zielonym Tico. Barbara. Okazuję się że przywaliła po drodze w jakąś sarenkę. Rozwaliło jej przód „samochodu” całkiem ładnie, nie powiem. Chcąc ją pocieszyć mówię, że chyba to całkiem dobrze że w żubra nie zajebała, bo by z tego wehikułu już mogła nie wyjść. Zapomniałem że laski samochody traktują jak małe zwierzątka, o które trzeba sie troszczyć, a wszelkie obrazy są odbierane jak osobisty pojazd. Cóż, dość powiedzieć że przyjaciółmi już nigdy nie zostaliśmy.
Dzień w którym mnie stamtąd zwolnili, po trzech miesiącach robienia jakiegoś gówna za przeproszeniem, był wtedy najszczęśliwszym dniem mojego życia. Do dziś wspominam tę „firmę” jako moje najgorsze miejsce pracy. Swoją drogą jeden z szefów, niejaki pan C. to tez się później okazał niezłym gagatkiem, mającym udział w napadach na TIRy hehe, choć nie wiem ile w tym prawdy. Ale pamiętam jak dziś, gdy pożydził mi landrynka. Pedał!

Na basenie na luzie jak zwykle. Mój najwyższy z szefów, nowy na swoim stanowisku, stwierdził, że słaby ze mnie przełożony. Jadłem na korytarzu pół ciastka. To wystarczyło. Cóż, pozwalam mu zachować prawo do swego zdania, ale jak nie pasi, niech poszuka innego 🙂 ah wait, nie ma takiego.
Napisałbym czy ktoś się w międzyczasie wysrał do basenu, ale wiecie że tak. Nie raz.

A za dwa tygodnie niby mój wielki dzień. Jak gołąb pocztowy dam się zaobrączkować. Chciałem w jakąś tanią imitacje ze srebra, ale moja druga połówka (dlaczego w ogóle się mówi połówka? to niezależny organizm na który tak rzadko mam wpływ 🙁 )powiedziała że to raz na całe życie i ma być na wypasie. Więc tak się stało. Tylko czy ja wiem czy raz i czy na całe życie 😉 ? Ogólnie, ja tam nie czuję że coś wielkiego się zbliża. Może jeszcze zdążę poczuć?
No i w ogóle znowu wyjazd do Polski. Jak zwykle nie mogę tam zabrać np. moich słuchawek ulubionych do mp3. Dlaczego? No dlatego, że za każdym razem jak tam jadę, do PL, to mam wrażenie że na ulicy tylko dresy patrzą co by tu zarąbać emigrantowi. Bez kitu, to jak fobia. Chyba przez to że kiedyś na mecze jeździłem i wtedy też taki dreszczyk towarzyszył. Czy w obcym mieście cię rozpoznają że jesteś nietamtejszy? Bo uczucie zawsze miałem jak by to mi na czole wypisali „NIE JESTEM TUTEJSZY, SPUŚCIE MI WPIERDOL, PROSZĘ!”.
To chyba nie mija 🙁

0

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.